Przejdź do głównej zawartości

Wtedy wszystko musiało zostawać za drzwiami - część 2

Oględziny miejsca przestępstwa prowadziło kilka grup jednocześnie. Podwórkiem i budynkami gospodarczymi zajmowała się grupa inspektora Wiesiołka. Z protokołu możemy przeczytać, że od frontu domu znajdował się ogród, a w nim huśtawki dla dzieci. W ogrodzie zabezpieczono trzy beczki z benzyną i dwa kanistry.


Za domem znajdowało się kwadratowe podwórze otoczone budynkami gospodarczymi. Tu stał ciężarowy Star, dwa ciągniki, Żuk i Polonez. W pomieszczeniach, które strawił pożar znajdował się drugi Polonez.

Oględziny jasno wskazywały, że przyczyną pożaru było podpalenie. Ogień zaprószono w rejonie sterty desek i słomianych mat. W wyniku tego spłonęło 120 metrów kwadratowych dachu.

Druga grupa operacyjna przeprowadziła oględziny piętra w domu. W trzech pokojach mieszkały tam dwie kobiety – matka i córka.


Trzecia grupa prowadziła czynności na parterze domu. Kierował nią porucznik Ryszard Tuszyński.

Dom składał się z kilku pokoi. Jak na koniec lat 80 – czasy permanentnego kryzysu – był wyposażony naprawdę dobrze. W pokoju dziennym stało pianino, wszędzie wisiały myśliwskie trofea, obrazy, grafiki.

 To co zwracało uwagę w sieni, to fakt, że drzwi pomiędzy tym pomieszczeniem a pokojem nosiły ślady ostrzału z broni śrutowej.

Po lewej od senni znajdował się pokój nastoletniej dziewczyny. Na ścianach wisiały plakaty Franka kimono i Bruce Lee. Na podłodze leżało rozbite akwarium. Na wersalce łuska ze strzelby. Ciało dziewczyny było skulone w pozycji embrionalnej w rogu pokoju. Widać było, że doznała ona kilku ran postrzałowych.

Na prawo od sieni znajdowały się kuchnia i łazienka, natomiast na wprost znajdował się pokój dzienny, sypialnia chłopca i sypialnia rodziców.

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Zacznijmy jeszcze raz

Postanowiłem wrócić pod ten adres po kilku latach przerwy. Ale tylko na chwilę; docelowo za kilka tygodni przeniesiemy się pod inny adres. Po co to wszystko? Wiesz, ostatnio wędrowałem nocą i ta droga była wstępem do wielu przemyśleń. Jedno z nich było takie, że przez lata pisałem o niewykrytych zbrodniach i praktycznie cała moja praca przepadła. Artykuły napisane do Magazynu Kryminalnego „Reporter” nie są dostępne w Internecie. Pozostały gdzieś w archiwum papierowe egzemplarze, ale nikt ich nie czyta. Natomiast teksty, które napisałem do „Detektywa”, są w necie, ale jest ich mało. Zawiodłem jako dziennikarz tego pisma. Nie chodzi zresztą o to, czy można przeczytać tekst, czy nie. Takie podejście to zwykła próżność. Do starych spraw trzeba ciągle wracać i szukać nowych świadków i informacji. Tylko wtedy ta praca ma sens. Czy to może być hobby? Czasem  Wy pytacie mnie po co to robię? Po co zajmuję się niewyjaśnionymi zbrodniami? Czy jest to takie hobby? Nie można nazwać hobby zajmow...

Koniec historii "nawiedzonego domu"

  Kilka dni temu – 24.04.2026r. przedawniła się jedna ze spraw kryminalnych, którymi się zajmowałem, a mianowicie tak zwana sprawa nawiedzonego domu. Na blogu została ona opisana w cyklu „Wtedy wszystko musiało zostawać za drzwiami.” Temat przedawnienia jest dla mnie trudny. Sam nie do końca wiem jak wyliczać jego termin i myślę, że spróbuję przeprowadzić na ten temat rozmowę z dobrym prawnikiem. Mam nawet pomysł, którym. Stworzyłem sobie listę zbrodni na skraju przedawnienia, którymi się zajmowałem, zajmuję, bądź chciałbym się zająć. Lista obejmuje 131 spraw. Najbliższa, która pozostanie bezkarna to morderstwo Elżbiety Kaczanowskiej z czerwca 1987 roku. W tej sprawie mamy jeszcze rok. Przygotowałem na temat śmierci Eli kolejną publikację – czeka ona na swoją kolej i mam nadzieję, że niedługo trafi ona w Wasze ręce. Wśród „moich” spraw jeszcze dwie pozostaną bezkarne w przyszłym roku. Postaram się opisać je Wam w najbliższym czasie. To dwa zabójstwa z terenu Mazowsza. Tym c...

Wtedy wszystko musiało zostawać za drzwiami - część 6

  Nigdy wcześniej nie zajmowałem się samobójstwem rozszerzonym, ani w ogóle samobójstwem. Wydawało mi się, że takiej zbrodni może dokonać tylko jakiś psychopata, może sadysta. Zabić żonę w gniewie, to można sobie wyobrazić. Ale własne dzieci? Szczególnie gdy wyobrazimy sobie tę sytuację, że córka ukryta w pokoju, płacze i błaga swego ojca by ją wypuścił, ten zaś przedziera się przez dziurę w ścianie by ją zabić. Czy nie przyszło mu do głowy, by pozostawić dziewczynkę przy życiu? Być może podobne pytania zadawali sobie ludzie w 1986 roku? Może stąd wzięła się legenda o tym, że Milicja zatuszowała napad na dom? Po latach mylę sobie, że sprawca i tak bardziej humanitarnie potraktował swoje dzieci – zastrzelił je. Swojej matce i siostrze zablokował drogę ucieczki drewnianymi belkami i planował, że spali je żywcem. Odnoszę wrażenie, że największy ładunek gniewu skierował w ich stronę.   Z akt śledztwa wynika, że Aldona K. i Janusz Sz. wzięli ślub we wrześniu 1971r. Ona miała wi...