Przejdź do głównej zawartości

Zacznijmy jeszcze raz

Postanowiłem wrócić pod ten adres po kilku latach przerwy. Ale tylko na chwilę; docelowo za kilka tygodni przeniesiemy się pod inny adres.

Po co to wszystko?

Wiesz, ostatnio wędrowałem nocą i ta droga była wstępem do wielu przemyśleń. Jedno z nich było takie, że przez lata pisałem o niewykrytych zbrodniach i praktycznie cała moja praca przepadła. Artykuły napisane do Magazynu Kryminalnego „Reporter” nie są dostępne w Internecie. Pozostały gdzieś w archiwum papierowe egzemplarze, ale nikt ich nie czyta. Natomiast teksty, które napisałem do „Detektywa”, są w necie, ale jest ich mało. Zawiodłem jako dziennikarz tego pisma.

Nie chodzi zresztą o to, czy można przeczytać tekst, czy nie. Takie podejście to zwykła próżność. Do starych spraw trzeba ciągle wracać i szukać nowych świadków i informacji. Tylko wtedy ta praca ma sens.

Czy to może być hobby?

Czasem  Wy pytacie mnie po co to robię? Po co zajmuję się niewyjaśnionymi zbrodniami? Czy jest to takie hobby?

Nie można nazwać hobby zajmowania się tematami dotyczącymi czyjejś gwałtownej śmierci. Jeśli ktoś powie, że jego hobby jest czytanie kryminałów, bądź słuchanie podcastów ,to jest to jak najbardziej  okej  Kryminał daje emocje, pozwala się oderwać od szarej rzeczywistości, pozwala pogłówkować. Czytajcie i słuchajcie jak najwięcej. Jestem z Wami.

Ale czytanie akt, przeglądanie fotografii z miejsca zbrodni, bądź rozmowy z rodzinami ofiar, to nie jest przyjemność. Jeśli ktoś hobbystycznie zajmuje się pisaniem o morderstwach to jest z nim coś głęboko nie tak.

Może więc chodzi o kasę?

Obserwuję w socjalmediach kilku pisarzy -autorów kryminałów. Piszą oni co prawda od rana do wieczora, ale wydają jedną powieść na miesiąc. Utrzymują się z pisania. Ja jestem w stanie napisać jedną książkę na rok. Nie utrzymałbym się z tego zawodu. Dlatego mam zwyczajną pracę. Taką na etacie, w korpie.

Do tego czemu piszę tego bloga jeszcze wrócimy. Do takich egzystencjalnych rozważań. Sam dzisiaj nie wiem jaka jest odpowiedź. Ale może wspólnie ją znajdziemy.

Na razie informacja, którą chcę Wam przekazać jest taka

Wracam

Zmienił się tytuł bloga

Zmieni się jego adres

Będę z Wami dzielił się nie tylko zbrodniami, ale także całym procesem zbierania informacji. Co ustaliłem i jak.

Opowiem Wam też o sprawach, o których jeszcze nie słyszeliście.

Dlaczego?

Bo chcę w końcu, po latach mieć własny kąt w bezkresnym Internecie (Choć docelowo myślę o kooperacji z innymi dziennikarzami śledczymi – ale o tym innym razem).

I zapraszam Was w odwiedziny.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Koniec historii "nawiedzonego domu"

  Kilka dni temu – 24.04.2026r. przedawniła się jedna ze spraw kryminalnych, którymi się zajmowałem, a mianowicie tak zwana sprawa nawiedzonego domu. Na blogu została ona opisana w cyklu „Wtedy wszystko musiało zostawać za drzwiami.” Temat przedawnienia jest dla mnie trudny. Sam nie do końca wiem jak wyliczać jego termin i myślę, że spróbuję przeprowadzić na ten temat rozmowę z dobrym prawnikiem. Mam nawet pomysł, którym. Stworzyłem sobie listę zbrodni na skraju przedawnienia, którymi się zajmowałem, zajmuję, bądź chciałbym się zająć. Lista obejmuje 131 spraw. Najbliższa, która pozostanie bezkarna to morderstwo Elżbiety Kaczanowskiej z czerwca 1987 roku. W tej sprawie mamy jeszcze rok. Przygotowałem na temat śmierci Eli kolejną publikację – czeka ona na swoją kolej i mam nadzieję, że niedługo trafi ona w Wasze ręce. Wśród „moich” spraw jeszcze dwie pozostaną bezkarne w przyszłym roku. Postaram się opisać je Wam w najbliższym czasie. To dwa zabójstwa z terenu Mazowsza. Tym c...

Wtedy wszystko musiało zostawać za drzwiami - część 6

  Nigdy wcześniej nie zajmowałem się samobójstwem rozszerzonym, ani w ogóle samobójstwem. Wydawało mi się, że takiej zbrodni może dokonać tylko jakiś psychopata, może sadysta. Zabić żonę w gniewie, to można sobie wyobrazić. Ale własne dzieci? Szczególnie gdy wyobrazimy sobie tę sytuację, że córka ukryta w pokoju, płacze i błaga swego ojca by ją wypuścił, ten zaś przedziera się przez dziurę w ścianie by ją zabić. Czy nie przyszło mu do głowy, by pozostawić dziewczynkę przy życiu? Być może podobne pytania zadawali sobie ludzie w 1986 roku? Może stąd wzięła się legenda o tym, że Milicja zatuszowała napad na dom? Po latach mylę sobie, że sprawca i tak bardziej humanitarnie potraktował swoje dzieci – zastrzelił je. Swojej matce i siostrze zablokował drogę ucieczki drewnianymi belkami i planował, że spali je żywcem. Odnoszę wrażenie, że największy ładunek gniewu skierował w ich stronę.   Z akt śledztwa wynika, że Aldona K. i Janusz Sz. wzięli ślub we wrześniu 1971r. Ona miała wi...