Przejdź do głównej zawartości

Wtedy wszystko musiało zostawać za drzwiami - część 1

 

Opisanie tej sprawy nie było i nie jest proste. Po pierwsze dlatego, że trudnością okazało się samo uzyskanie informacji po tylu latach. Ówczesny rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, Pan Prokurator Przemysław Nowak pisał do mnie

Obawiam się, że odnalezienie tej sprawy po danych które pan mi dostarczył jest niemożliwe.

Akta odnalazły się w archiwum po miesiącu.

Drugi powód to smutek. Ta sprawa zmieniła moje postrzeganie pewnych tematów, ale też do dziś napawa mnie smutkiem jak mało która. Choć zawsze najsmutniejsze są dla mnie sprawy, gdzie ofiarami są dzieci. Podobnie jest zresztą teraz – za naszą granicą toczy się wojna, która zaczęli dorośli a rakiety trafiają w dzieci.

25 kwietnia 1986 roku, to był piątek. Gazety z tego dnia pisały o przygotowaniach do X Zjazdu PZPR

„konfrontacja oczekiwań z realiami życia”

Oraz o pogodzie

„mamy prawdziwą wiosnę. Wprawdzie spóźnioną ale za to słoneczną i niemal upalną! (…) W Warszawie było 20 stopni C.”

W tym samym czasie dział się dramat w elektrowni atomowej w Czarnobylu ale akurat o tym gazety nie pisały. Akurat tej soboty wielu z nas zostało skażonych. Znałem wtedy chłopca w Nowym Sączu, który tej soboty po raz pierwszy wyniósł na trawnik świnkę morską a świnka jeszcze tego samego wieczora zeszła śmiertelnie.






W piątkowy ranek o godzinie 5.00 Komisariat VIII Milicji Obywatelskiej Dzielnicowego Urzędu Spraw Wewnętrznych Warszawa Wola został powiadomiony o pożarze gospodarstwa w Warszawie przy ulicy Szeligowskiej. Na miejsce pojechało 8 wozów Państwowej Straży Pożarnej. Na miejscu okazało się, że płonie budynek gospodarczy i stodoła.

W budynku mieszkalnym znaleziono ciała czterech osób.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zacznijmy jeszcze raz

Postanowiłem wrócić pod ten adres po kilku latach przerwy. Ale tylko na chwilę; docelowo za kilka tygodni przeniesiemy się pod inny adres. Po co to wszystko? Wiesz, ostatnio wędrowałem nocą i ta droga była wstępem do wielu przemyśleń. Jedno z nich było takie, że przez lata pisałem o niewykrytych zbrodniach i praktycznie cała moja praca przepadła. Artykuły napisane do Magazynu Kryminalnego „Reporter” nie są dostępne w Internecie. Pozostały gdzieś w archiwum papierowe egzemplarze, ale nikt ich nie czyta. Natomiast teksty, które napisałem do „Detektywa”, są w necie, ale jest ich mało. Zawiodłem jako dziennikarz tego pisma. Nie chodzi zresztą o to, czy można przeczytać tekst, czy nie. Takie podejście to zwykła próżność. Do starych spraw trzeba ciągle wracać i szukać nowych świadków i informacji. Tylko wtedy ta praca ma sens. Czy to może być hobby? Czasem  Wy pytacie mnie po co to robię? Po co zajmuję się niewyjaśnionymi zbrodniami? Czy jest to takie hobby? Nie można nazwać hobby zajmow...

Koniec historii "nawiedzonego domu"

  Kilka dni temu – 24.04.2026r. przedawniła się jedna ze spraw kryminalnych, którymi się zajmowałem, a mianowicie tak zwana sprawa nawiedzonego domu. Na blogu została ona opisana w cyklu „Wtedy wszystko musiało zostawać za drzwiami.” Temat przedawnienia jest dla mnie trudny. Sam nie do końca wiem jak wyliczać jego termin i myślę, że spróbuję przeprowadzić na ten temat rozmowę z dobrym prawnikiem. Mam nawet pomysł, którym. Stworzyłem sobie listę zbrodni na skraju przedawnienia, którymi się zajmowałem, zajmuję, bądź chciałbym się zająć. Lista obejmuje 131 spraw. Najbliższa, która pozostanie bezkarna to morderstwo Elżbiety Kaczanowskiej z czerwca 1987 roku. W tej sprawie mamy jeszcze rok. Przygotowałem na temat śmierci Eli kolejną publikację – czeka ona na swoją kolej i mam nadzieję, że niedługo trafi ona w Wasze ręce. Wśród „moich” spraw jeszcze dwie pozostaną bezkarne w przyszłym roku. Postaram się opisać je Wam w najbliższym czasie. To dwa zabójstwa z terenu Mazowsza. Tym c...

Wtedy wszystko musiało zostawać za drzwiami - część 6

  Nigdy wcześniej nie zajmowałem się samobójstwem rozszerzonym, ani w ogóle samobójstwem. Wydawało mi się, że takiej zbrodni może dokonać tylko jakiś psychopata, może sadysta. Zabić żonę w gniewie, to można sobie wyobrazić. Ale własne dzieci? Szczególnie gdy wyobrazimy sobie tę sytuację, że córka ukryta w pokoju, płacze i błaga swego ojca by ją wypuścił, ten zaś przedziera się przez dziurę w ścianie by ją zabić. Czy nie przyszło mu do głowy, by pozostawić dziewczynkę przy życiu? Być może podobne pytania zadawali sobie ludzie w 1986 roku? Może stąd wzięła się legenda o tym, że Milicja zatuszowała napad na dom? Po latach mylę sobie, że sprawca i tak bardziej humanitarnie potraktował swoje dzieci – zastrzelił je. Swojej matce i siostrze zablokował drogę ucieczki drewnianymi belkami i planował, że spali je żywcem. Odnoszę wrażenie, że największy ładunek gniewu skierował w ich stronę.   Z akt śledztwa wynika, że Aldona K. i Janusz Sz. wzięli ślub we wrześniu 1971r. Ona miała wi...