Przejdź do głównej zawartości

Elżbieta odc. 8 - ale czy ostatni?

 

W wersji wskazanej przez "Ukrytego" pojawiają się postacie czterech sprawców:

D - o którym nie wiemy nic poza nazwiskiem. Z akt nie wynika, by ustalono kim był. Miał on zgwałcić Elżbietę
L. - który miał być drugim z gwałcicieli. W 2003 było wiadomo, że przed laty wyjechał do Niemiec. Długo nie udawało się ustalić miejsca jego pobytu. W końcu niemiecka policja kryminalna odnalazła mężczyznę w jednym z Domów Pomocy Społecznej. L. zeznał, że z Polski wyjechał w roku 1996 do Wielkiej Brytanii, a następnie do RFN. Oczywiście niczego o żadnej Elżbiecie nie wie. 
R. - miał być tym, którego Elżbieta prosiła o pomoc. Ta postać jest w sprawie moim zdaniem najciekawsza. R. bowiem w roku 1987 był przystojnym blondynem, nosił wąsik i był znanym podrywaczem. W aktach śledztwa jest jego zdjęcie z tego okresu i osobiście uważam, że mógłby poderwać Elżbietę i zwabić na prywatkę, która okazała się koszmarem. "Ukryty" wskazywał, że jeśli ktoś w tej sprawie może złożyć zeznania to właśnie R. Wydaje się, że tym tropem szli też policjanci i prokuratorzy, gdyż po ustaleniu, że mężczyzna nie żyje, śledztwo zostało ponownie umorzone.

A. - który w okresie, gdy doszło do zabójstwa, pełnił służbę w Milicji, jest w tym gronie postacią najciekawszą. Udało się ustalić, że był synem funkcjonariusza MSW. Na osiedlu uchodził za dziwaka. Znęcał się nad zwierzętami, bił dzieci, jedno z nich już jako młodzieniec, próbował powiesić. Funkcja ojca zapewniała mu bezkarność. Nie był lubiany, uważano go za homoseksualistę. Dopiero na początku lat 90, A. ustatkował się i ożenił. Dziś jest normalnym obywatelem, pracownikiem instytucji miejskiej.

Już w roku 2003 nie było możliwości zweryfikowania, czy A.ma związek z zabójstwem Elżbiety, gdyż już wtedy ustalono, że wszystkie dowody w tej sprawie zaginęły. Dodatkowo, gdy ustalono kim był "Ukryty", okazało się, że jest to osoba chorą psychicznie.

Zabójstwo Elżbiety przedawni się w roku 2027. Mamy więc jeszcze czas, by rozwikłać tę zagadkę. Czy jednak jest to jeszcze możliwe? Czekam na informacje, które pchnęłyby to śledztwo do przodu.

Z tej sprawy płynie dla nas kilka wniosków, które warto przemyśleć:

1. W 2012 roku magazyn 997 po raz kolejny wrócił do sprawy zabójstwa Elżbiety. Znów pokazano portret pamięciowy, który był wytworem fantazji Doroty. Rodzi się pytanie dlaczego przygotowując program nikt nie przeczytał akt? Takie działanie mieszało tylko w głowie widzom i sprowadzało śledztwo na błędne tory.

2. Niestety śmierć Doroty sprawia, że nie dowiemy się już dlaczego koleżanka Elżbiety rozsiewała w tej sprawie tyle iluzji (Że zacytuję wieloletniego szefa krakowskiego Archiwum X). Czy wiedziała kto zabił?

3. Śmierć Grzegorza W. - chłopaka Elżbiety sprawia, że także nie dowiemy się dlaczego ciągle zmieniał zeznania co do feralnego wieczora. Czy to on był zabójcą? Czy dlatego odebrał sobie życie? Może to nie było zabójstwo z lubieżności, a w szale zazdrości? 

4. Ciekawe jest, że akurat w śledztwie, w którym co i raz przewijał się jakiś początkujący Milicjant -  zginął cały materiał dowodowy.

5. Ważnym pytaniem jest, czy to, że "Ukryty" jest osobą chorą psychicznie przekreśla jego zeznania? Wersja, którą wskazał mężczyzna jest ciekawa i całkiem spójna. Jeśli ja miałbym ją negować, to dlatego, że nie pasują mi do niej obrażenia jakich doznała Elżbieta. Nie była ona bowiem ofiarą wielokrotnego gwałtu. Mogło być jednak tak, że zanim do gwałtu doszło, ktoś ją pobił i udusił, bo na przykład puściły mu nerwy.

6. Moim zdaniem kluczowe w spawie Elżbiety byłoby dzisiaj odnalezienie miejsca, gdzie dziewczyna była przetrzymywana pomiędzy zaginięciem a zabójstwem. Może gdzieś między klepkami, czy listwami kryją się tam nadal krople jej krwi, które mogłyby być dowodem w sprawie?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zacznijmy jeszcze raz

Postanowiłem wrócić pod ten adres po kilku latach przerwy. Ale tylko na chwilę; docelowo za kilka tygodni przeniesiemy się pod inny adres. Po co to wszystko? Wiesz, ostatnio wędrowałem nocą i ta droga była wstępem do wielu przemyśleń. Jedno z nich było takie, że przez lata pisałem o niewykrytych zbrodniach i praktycznie cała moja praca przepadła. Artykuły napisane do Magazynu Kryminalnego „Reporter” nie są dostępne w Internecie. Pozostały gdzieś w archiwum papierowe egzemplarze, ale nikt ich nie czyta. Natomiast teksty, które napisałem do „Detektywa”, są w necie, ale jest ich mało. Zawiodłem jako dziennikarz tego pisma. Nie chodzi zresztą o to, czy można przeczytać tekst, czy nie. Takie podejście to zwykła próżność. Do starych spraw trzeba ciągle wracać i szukać nowych świadków i informacji. Tylko wtedy ta praca ma sens. Czy to może być hobby? Czasem  Wy pytacie mnie po co to robię? Po co zajmuję się niewyjaśnionymi zbrodniami? Czy jest to takie hobby? Nie można nazwać hobby zajmow...

Koniec historii "nawiedzonego domu"

  Kilka dni temu – 24.04.2026r. przedawniła się jedna ze spraw kryminalnych, którymi się zajmowałem, a mianowicie tak zwana sprawa nawiedzonego domu. Na blogu została ona opisana w cyklu „Wtedy wszystko musiało zostawać za drzwiami.” Temat przedawnienia jest dla mnie trudny. Sam nie do końca wiem jak wyliczać jego termin i myślę, że spróbuję przeprowadzić na ten temat rozmowę z dobrym prawnikiem. Mam nawet pomysł, którym. Stworzyłem sobie listę zbrodni na skraju przedawnienia, którymi się zajmowałem, zajmuję, bądź chciałbym się zająć. Lista obejmuje 131 spraw. Najbliższa, która pozostanie bezkarna to morderstwo Elżbiety Kaczanowskiej z czerwca 1987 roku. W tej sprawie mamy jeszcze rok. Przygotowałem na temat śmierci Eli kolejną publikację – czeka ona na swoją kolej i mam nadzieję, że niedługo trafi ona w Wasze ręce. Wśród „moich” spraw jeszcze dwie pozostaną bezkarne w przyszłym roku. Postaram się opisać je Wam w najbliższym czasie. To dwa zabójstwa z terenu Mazowsza. Tym c...

Wtedy wszystko musiało zostawać za drzwiami - część 6

  Nigdy wcześniej nie zajmowałem się samobójstwem rozszerzonym, ani w ogóle samobójstwem. Wydawało mi się, że takiej zbrodni może dokonać tylko jakiś psychopata, może sadysta. Zabić żonę w gniewie, to można sobie wyobrazić. Ale własne dzieci? Szczególnie gdy wyobrazimy sobie tę sytuację, że córka ukryta w pokoju, płacze i błaga swego ojca by ją wypuścił, ten zaś przedziera się przez dziurę w ścianie by ją zabić. Czy nie przyszło mu do głowy, by pozostawić dziewczynkę przy życiu? Być może podobne pytania zadawali sobie ludzie w 1986 roku? Może stąd wzięła się legenda o tym, że Milicja zatuszowała napad na dom? Po latach mylę sobie, że sprawca i tak bardziej humanitarnie potraktował swoje dzieci – zastrzelił je. Swojej matce i siostrze zablokował drogę ucieczki drewnianymi belkami i planował, że spali je żywcem. Odnoszę wrażenie, że największy ładunek gniewu skierował w ich stronę.   Z akt śledztwa wynika, że Aldona K. i Janusz Sz. wzięli ślub we wrześniu 1971r. Ona miała wi...