Przejdź do głównej zawartości

Elżbieta odc. 3

Elżbieta jak już ustaliliśmy wyszła z dyskoteki RADEK z jakimś mężczyzną i rozpłynęła się w mroku nocy. Nie wiemy co się stało dalej.

Minęła noc, dzień i kolejna noc.

W poniedziałek 29 czerwca 1987r. o godzinie 13.25 do Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych zgłosił się mężczyzna, który poinformował, że na terenie budowy znalazł zwłoki. Dzisiaj w miejscu tej budowy mieści się blok mieszkalny pod adresem Al. Reymonta 19.

zwłoki Elżbiety znaleziono w miejscu, gdzie obecnie stoi blok pod adresem Reymonta 19

Wtedy ten teren wyglądał tak jak na zdjęciu poniżej (widok mniej więcej z podobnego miejsca jak fotografia współczesna). Drewniany płot budowy, od strony dzisiejszej Alei Reymonta barak, po środku żużlowa droga, zaś po stronie prawej wysoka kępa krzaków. Budowa w ogóle nie miała bramy i nie była pilnowana, więc każdy mógł tam wejść o dowolnej porze dnia i nocy. 


Na kolejnej fotografii widzimy kolejnego Milicjanta w miejscu znalezienia zwłok. Fiat 125p stoi na szutrowej drodze, wszędzie mamy wysoką trawę. Ciało znajdowało się niejako za krzakami. Było dobrze ukryte.


Zwłoki jak widać na fotografii poniżej zostały przysypane trawą. W ten sposób ukrywają swe ofiary zabójcy seksualni, którzy dopiero rozpoczynają swą "karierę". Zwłoki były nagie. podczas oględzin znaleziono wokół nich jedynie plastikowy czarny krawat, klips (który należał do Elżbiety) i dwa guziki (z których jeden pochodził ze spódnicy Elżbiety), drugi zaś określono jako guzik pościelowy.



Pies tropiący Rejent poprowadził Milicjantów od zwłok, do miejsca po libacji alkoholowej, a następnie do przystanku autobusowego przy ulicy Marymonckiej.

Prowadzący śledztwo ustalili potem wielu świadków, którzy widzieli, że w miejscu znalezienia zwłok w niedzielę bawiły się 7- letnie dzieci. Następnie około godziny 14.00 spadł duży deszcz. Po południu zaś w tym miejscu piło wódkę kilku mężczyzn z okolicznych bloków. Gdyby Elżbieta leżała tam w niedzielę, wszystkie te osoby wręcz weszłyby na jej zwłoki. Wniosek jest jeden. Ciało podrzucono w nocy z niedzieli na poniedziałek, zaś budowa nie była miejscem zabójstwa. Była natomiast miejscem, którym sprawca czuł się na tyle bezpiecznie, że właśnie je wybrał na ukrycie zwłok.

Rodzą się pytania. Kiedy faktycznie Elżbieta zmarła? Gdzie się to zdarzyło? W jaki sposób zwłoki zostały dowiezione na budowę?

Ciekawe zeznanie złożyli mężczyźni, którzy spożywali w tym miejscu alkohol w niedzielę.
 

„Gdy weszliśmy na teren budowy skręciliśmy w prawo, gdzie znajduje się duży krzak. Aby nikt nas nie widział stanęliśmy między tym krzakiem a starym budynkiem znajdującym się przy ulicy Wólczyńskiej. Nie siadaliśmy na trawie a wódkę piliśmy stojąc. W miejscu w którym staliśmy była niewydeptana trawa o wysokości około 30 centymetrów.

Gdy piliśmy alkohol siedział jakiś chłopak po przeciwnej stronie budowy. W miejscu tym znajduje się blaszany barak. Chłopak ten miał z wyglądu 18 lat, lub 20 lat, wzrostu około 170 cm, szczupłej budowy ciała. Sprawiał wrażenie jakby chciał się włamać do baraku. Po chwili wstał i opuścił teren budowy wychodząc na ulicę Wólczyńską.”

Czy w tym baraku leżało ciało Elżbiety? A może była tam żywa choć nieprzytomna? Opis tajemniczego chłopaka - choć lakoniczny - przypomina opis mężczyzny, z którym Elżbieta opuściła dyskotekę. Czy to przypadek?

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wtedy wszystko musiało zostawać za drzwiami - część 6

  Nigdy wcześniej nie zajmowałem się samobójstwem rozszerzonym, ani w ogóle samobójstwem. Wydawało mi się, że takiej zbrodni może dokonać tylko jakiś psychopata, może sadysta. Zabić żonę w gniewie, to można sobie wyobrazić. Ale własne dzieci? Szczególnie gdy wyobrazimy sobie tę sytuację, że córka ukryta w pokoju, płacze i błaga swego ojca by ją wypuścił, ten zaś przedziera się przez dziurę w ścianie by ją zabić. Czy nie przyszło mu do głowy, by pozostawić dziewczynkę przy życiu? Być może podobne pytania zadawali sobie ludzie w 1986 roku? Może stąd wzięła się legenda o tym, że Milicja zatuszowała napad na dom? Po latach mylę sobie, że sprawca i tak bardziej humanitarnie potraktował swoje dzieci – zastrzelił je. Swojej matce i siostrze zablokował drogę ucieczki drewnianymi belkami i planował, że spali je żywcem. Odnoszę wrażenie, że największy ładunek gniewu skierował w ich stronę.   Z akt śledztwa wynika, że Aldona K. i Janusz Sz. wzięli ślub we wrześniu 1971r. Ona miała wi...

Elżbieta odc. 6

  Śledztwo w sprawie zabójstwa Elżbiety umorzono w 1988 roku. W spawie zapadła cisza. Zmienił się system polityczny, Milicja stała się Policją. Potem minęły lata 90 ze swym ogromem zbrodni. Nadszedł czerwiec 2003 roku. Od zbrodni minęło więc 16 lat.  3 Czerwca 2003. do matki dziewczyny zadzwonił nieznany jej mężczyzna i powiedział, że ogląda właśnie magazyn 997 i wie, kto zabił Elżbietę i w związku z tym chce otrzymać nagrodę. Kobieta powiedziała, że nie ma pieniędzy. Mężczyzna rozmawiał z nią dalej. Wskazał sprawców z imienia i nazwiska. Wskazał również, który z nich byłby gotów zeznawać. Co ciekawe, wskazał także drugie zabójstwo, którego miał dopuścić się ten sam sprawca. Kilka dni później mężczyzna zadzwonił jeszcze raz, a potem ponownie. Tym razem telefon matki był już objęty kontrolą operacyjną. Sprawie nadano kryptonim "Ukryty". Zanim za tydzień opiszę ten wątek chciałbym zwrócić uwagę na osobę dzwoniącego. Na tyle na ile udało mi się ustalić w roku 2003 w programie 99...

Wtedy wszystko musiało zostawać za drzwiami - część 7

  Z akt śledztwa wyłania się obraz konfliktu, który powoli prowadził do tragicznego rozwiązania. Konfliktu, który kosztował życie dwojga dzieci. Podłożem całej tej sytuacji była prawdopodobnie walka o dom. Dom, który stał się potem symbolem tragedii i w internecie był opisywany jako „nawiedzony”. Jak już pisałem w roku 1976, jeszcze za życia rodziców nastąpił podział majątku rodziny Sz. Jego skutkiem miała być spłata dwóch sióstr i przejęcie gospodarstwa przez Janusza Sz. Jedna siostra Jolanta P. mieszkała pod Warszawą wraz z rodziną. W przeszłości była zaangażowana w konflikt (Doszło nawet do awantury i szarpaniny), jednak od jakiegoś czasu nie utrzymywała z bratem kontaktów. Co ciekawe gdyby plan Janusza Sz. się powiódł, zgliszcza domu przypadłyby jej. W toku śledztwa Milicjanci pytali nawet świadków czy słyszeli, że Janusz Sz. miał krzyczeć: „To wszystko niech wezmą P. i się udławią.” Sama Jolanta P. pytana w śledztwie o powody zbrodni zeznawała: „Brat bardzo się cieszył...