Prowadzący śledztwo ustalili potem wielu świadków, którzy widzieli, że w miejscu znalezienia zwłok w niedzielę bawiły się 7- letnie dzieci. Następnie około godziny 14.00 spadł duży deszcz. Po południu zaś w tym miejscu piło wódkę kilku mężczyzn z okolicznych bloków. Gdyby Elżbieta leżała tam w niedzielę, wszystkie te osoby wręcz weszłyby na jej zwłoki. Wniosek jest jeden. Ciało podrzucono w nocy z niedzieli na poniedziałek, zaś budowa nie była miejscem zabójstwa. Była natomiast miejscem, którym sprawca czuł się na tyle bezpiecznie, że właśnie je wybrał na ukrycie zwłok.
Rodzą się pytania. Kiedy faktycznie Elżbieta zmarła? Gdzie się to zdarzyło? W jaki sposób zwłoki zostały dowiezione na budowę?
Ciekawe zeznanie złożyli mężczyźni, którzy spożywali w tym miejscu alkohol w niedzielę.
„Gdy weszliśmy na teren budowy skręciliśmy w prawo, gdzie
znajduje się duży krzak. Aby nikt nas nie widział stanęliśmy między tym
krzakiem a starym budynkiem znajdującym się przy ulicy Wólczyńskiej. Nie
siadaliśmy na trawie a wódkę piliśmy stojąc. W miejscu w którym staliśmy była niewydeptana
trawa o wysokości około 30 centymetrów.
Gdy piliśmy alkohol siedział jakiś chłopak po przeciwnej
stronie budowy. W miejscu tym znajduje się blaszany barak. Chłopak ten miał z
wyglądu 18 lat, lub 20 lat, wzrostu około 170 cm, szczupłej budowy ciała.
Sprawiał wrażenie jakby chciał się włamać do baraku. Po chwili wstał i opuścił
teren budowy wychodząc na ulicę Wólczyńską.”
Czy w tym baraku leżało ciało Elżbiety? A może była tam żywa choć nieprzytomna? Opis tajemniczego chłopaka - choć lakoniczny - przypomina opis mężczyzny, z którym Elżbieta opuściła dyskotekę. Czy to przypadek?




Komentarze
Prześlij komentarz